Pokój wirował. Błąd. Pokój kręcił się w kółko jak pieprzona karuzela napędzana turbodoładowaniem.
- Co ty... Chyba nie... Nie mówisz... Boże... - Niall pokręcił głową. - Ale... Jak?!
Chłopak potarł twarz dłonią, próbując doprowadzić oddech do równomierności. Krążył w tę i z powrotem, starając się opanować drżenie kończyn.
- Leighton...
- Nie - zaprzeczył energicznie. - Nie! - krzyknął, zderzając pięść z białą ścianą, a tynk delikatnie posypał się na leżące na ziemi trampki. - Musisz mi pomóc.
- Leighton, przecież nie wiemy, gdzie...
- Gówno mnie obchodzi, że nie wiemy gdzie! Albo idziesz ze mną, albo idę sam!
Cisza zawisła w powietrzu, tworząc napiętą i nerwową atmosferę.
Leo pojawił się u góry schodów, jednak nie wychylił się zza barierki, w milczeniu obserwując zajście na ganku.
- Spieprzyłem. Znowu spieprzyłem - kontynuował, podnosząc wzrok na wpatrującego się w niego Horana. - Znajdziemy go. Jestem mu to winien.
_____________________
To prawdopodobnie najkrótsza "zajawka" w życiu, haha.
Jesteście ze mną? Piszcie, proszę, potrzebuję Was.
Przepraszam za obsuwkę i niedopracowany wygląd, resztę wyjaśnię w pierwszym rozdziale. Zostaniecie? :)